Po co mi dziecko? [reportaż Gazeta Wyborcza]

Jakie dylematy stoją za spadkiem dzietności? Rozmawiam z osobami, które nie chcą mieć dzieci, odkładają tę decyzję albo próbują je mieć mimo przeszkód: presji w pracy, braku poczucia bezpieczeństwa, diagnozy niepłodności i niepewności relacji. Z ich historii układa się opowieść, która daje ludzkie oblicze debacie o demografii.

"Pani ma już prawie 40 lat, nie ma co liczyć na cuda". Wyobrażałam sobie, że spokojnie z tym dzieckiem zdążę

Według najnowszej symulacji GUS już za trzydzieści lat liczba mieszkańców Polski może spaść o jedną czwartą. Kto nie rodzi i nie płodzi dzieci?

Malwina już wie, że nie chce być „umęczoną matką-Polką", Tomek nie wie, czy starczy mu cierpliwości, żeby zostać ojcem, Weronika od miesięcy się zastanawia, czy dziecko nie podkopie jej kariery zawodowej, a Natalia walczy z czasem i systemem.

Oni myślą o dzieciach, sprawdzają rezerwę jajnikową, drożność jajowodów, parametry nasienia, kalkulują wysokość raty kredytu i zasiłku macierzyńskiego, patrzą na szklany sufit w pracy i na własne dzieciństwo. Ich wątpliwości kryją się za suchą statystyką dzietności: 110 narodzin na 100 kobiet.

Malwina siedzi w sali konferencyjnej i ogląda prezentację na ekranie. Szklane ściany, a za nimi Mordor – warszawskie zagłębie korporacyjnych biurowców – pogrążony w listopadowej szarości. Na długim prostokątnym stole karafka z wodą, głośnik, otwarte laptopy – przy stole najwyższy szczebel menedżerski.

Niedługo minie dekada, odkąd 35-letnia Malwina zatrudniła się w tej firmie. Trzy lata temu dostała duży awans, który poprawił nie tylko kondycję jej budżetu, ale również miejsce w korporacyjnym porządku. Kiedyś takie spotkania mogła podejrzeć przez szybę, dzisiaj to ona siedzi w środku i podejmuje decyzje kluczowe dla firmy zajmującej się m.in. sprzedażą reklam i produkcją wideo.

Na tym spotkaniu wszystko na pierwszy rzut oka wygląda bardzo równościowo. Cztery kobiety, czterech mężczyzn. Jest jedno ale.

Żadna z kobiet przy tym stole nie ma dzieci. Malwina to wie, bo pracują razem od lat, zna ich prywatne historie, czasem z kuchni, czasem z firmowych wyjazdów. Wszystkie są w okolicach czterdziestki albo tuż przed. Jedna od lat powtarza, że może kiedyś, druga ma za sobą trudny związek, po którym skupiła się na pracy, trzecia nigdy nie mówiła dlaczego. A Malwina? Nie widzi siebie w roli matki. Nigdy nie widziała.

Menedżerowie przy tym stole są ojcami – ten ma jedno dziecko, tamten dwoje, kolejny właśnie wrócił z urlopu, na który zabrał swoją trójkę.

– Moim zdaniem kobiety naprawdę często stają przed wyborem – słyszę od Malwiny w kawiarni na parterze biurowca – albo skupiasz się na tym, co robisz zawodowo, budujesz pozycję, niezależność, albo decydujesz się na dziecko. I system jasno pokazuje, która ścieżka jest bardziej opłacalna.

Polska 2060: mniejsza o jedną czwartą

Umówiłem się na rozmowę z Malwiną, bo Główny Urząd Statystyczny opublikował na początku listopada nową, eksperymentalną symulację demograficzną, która po raz pierwszy wprost pokazuje, co czeka Polskę, jeśli dzietność utrzyma się na dzisiejszym poziomie.

Według dokumentu w 2060 roku populacja kraju może spaść do 28,4 mln osób, czyli o 24 procent względem 2024 roku. Nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu – z nieco wyższą dzietnością – liczba ludności zmniejszy się do mniej więcej 32 mln. Wszystkie warianty łączy jedno: malejąca liczba dzieci, kurcząca się grupa osób w wieku produkcyjnym i szybki wzrost liczby seniorów, szczególnie tych po osiemdziesiątce.

Z danych wynika jasno: w 2060 roku osoby w wieku produkcyjnym nie będą już stanowić większości społeczeństwa, a najmłodszych – dzieci i nastolatków – będzie zaledwie 12-16 proc. Jednocześnie grupa najstarszych (90+) się potroi. Trend spadkowy w dzietności trwa od 2017 roku.

Przeczytaj całość na wyborcza.pl

Reportaż ukazał się w Magazynie Gazety Wyborczej

Po co mi dziecko?

Previous
Previous

Dzień z Julią Szeremetą, polską wicemistrzynią olimpijską [reportaż Gazeta Wyborcza]

Next
Next

Psychoterapia nie jest sądem nad rodzicami [wywiad VOGUE.pl]