Ojcowie z pokolenia Zet: rezygnują z alkoholu, obsługują laktator, kupują samochód, czasem rozmawiają [reportaż Gazeta Wyborcza]

W tym tekście dla Gazety Wyborczej przyglądam się ojcostwu przed trzydziestką. Rozmawiam z młodymi ojcami o bardzo różnych temperamentach i światopoglądach - od tych „ułożonych” po tych, które życie poturbowało, od konserwatystów po lewicowców. Opowieść o tym, jak w Polsce rodzi się nowy wzorzec męskości w rodzinie, jeszcze nie do końca nazwany: bardziej czuły i zaangażowany, choć wciąż podszyty starym lękiem, że nie utrzymam, nie ogarnę, zawiodę.

Nie być jak Tony Soprano

Wracałem o dwudziestej, brałem dziecko na godzinę na usypianie i szedłem spać. Myślałem sobie: "No dobra, kupiłem samochód, to co więcej ode mnie jeszcze chcecie?". I wychodziłem do pracy

Wojtek trzymał noworodka na klatce piersiowej pod lampą grzewczą – zaraz po porodzie to on musiał kangurować. Związek Mateusza był jak marzenie każdej babci. Tomasz znalazł sposób na chroniczne zmęczenie w pierwszych tygodniach po narodzinach bliźniaków – wypłakiwał się podczas wyparzania laktatora. A Patryk, odkąd został ojcem, praktycznie zrezygnował z alkoholu i „baletów z kolegami".

Wszyscy zdecydowali się na dziecko przed trzydziestką. Dzisiaj to rzadkość. Czego oczekują od siebie młodzi ojcowie? Nawigują między pragnieniem bycia lepszym niż ojciec a presją perfekcyjnego rodzicielstwa. Ojcowie z pokolenia Z i milenialsi, których różnią poglądy, wartości i doświadczenia rodzinne, opowiedzieli nam, jak przeżywają swoje ojcostwo.

Plan na życie

Wojtek miał z żoną wszystko zaplanowane. Wspólnie wybrali się do szpitala, żeby obejrzeć porodówkę. Ustalili z położnymi, że chcieliby skorzystać z sali rodzinnej, urządzonej bardziej jak domowy pokój niż sala zabiegowa. W porodzie mieli brać udział we dwoje. Plan był taki: ona rodzi, on trzyma ją za rękę i dodaje wsparcia, a kiedy dziecko będzie już na zewnątrz, przecina pępowinę.

– Wyszedłem z założenia, że to żona rodzi, więc żona rządzi. Słyszałem, że poród może trwać nawet kilkanaście godzin, więc jakby tyle trzeba było trzymać ją za rękę, tobym trzymał – mówi Wojtek.

Plan po porodzie też mieli przygotowany. On bierze urlop na dwa tygodnie i zajmuje się logistyką. Robi zakupy, sprząta, gotuje. 

Rzeczywistość ich planami za bardzo się jednak nie przejęła, bo poród odbył się przez cesarskie cięcie. Żona musiała odpoczywać, a Wojtek przejął na pierwsze tygodnie niemal wszystkie domowe obowiązki.

Ojciec kangur

Rodzinna sala stała pusta, Wojtek czekał na korytarzu, a jego żona czuła, jak po jej ciele rozpływa się znieczulenie. Po mniej więcej 15 minutach położna otworzyła drzwi i zawołała go na oddział.

– Dostałem do rąk mojego syna i pierwsze zadanie, czyli kangurowanie. Usiadłem pod taką ogrzewającą lampą, syn położył się na mnie, bo zaraz po urodzeniu ważny jest kontakt skóra do skóry. Zazwyczaj to mama kanguruje, ale po cesarce musiała wydobrzeć, więc to ja musiałem wejść w rolę kangura – opowiada Wojtek.

Przeczytaj całość na wyborcza.pl

Reportaż ukazał się w Magazynie Gazety Wyborczej

Nie być jak Tony Soprano

Previous
Previous

Psychoterapia nie jest sądem nad rodzicami [wywiad VOGUE.pl]